niedziela, 24 lutego 2013
środa, 20 lutego 2013
Z okna pociągu
Z okna pociągu dostrzegam Śląsk. Miasta zawiewane przez śnieg i bezlitosny wiatr ukazują się i znikają niczym w nocnym seansie slajdów. Pociąg sunie po przysypanych świeżym puchem torach; kolejne obrazy mają swoje pięć sekund za szarą szybą wagonu.
W szybie poruszyło się moje odbicie. Spoglądam - oprócz mnie i rzędu opustoszałych w drodze miejsc siedzących nie ma tam już nikogo. Zmęczone oczy zdają się witać ze swoimi rzeczywistymi odpowiednikami. Włosy w nieładzie, lecz komu to przeszkadza w pustym wagonie, zwłaszcza że znów o tej porze? Ubranie zaś byle-jakie, byle-ciepłe. Mróz nie oszczędza modnych, zatem ja niewątpliwie nie z tych. Policzki i broda najwidoczniej są w niepodlegającym zawieszeniu broni konflikcie z maszynką do golenia. Uśmiecham się ustami, nie oczami, i to jakoś tak połowicznie, bo w głąb siebie.
Myślę wtedy o przyczynach faktu, dlaczego wyglądam jak wyglądam i czy to, co robię teraz, kiedy tak sobie wyglądam jak wyglądam nie jest aby przypadkiem skutkiem tego, co robię, kiedy wyglądam jak wyglądam, i rozumiem, że przyczyną tego, że wyglądam jak wyglądam, jest w zasadzie to, czym aktualnie się zajmuję. Uśmiecham się półgębkiem. To powód do dumy.
Oślepiają mnie światła reklam centrum handlowego. Już na miejscu? Ile ciekawych slajdów mnie ominęło; ile scen, i ujęć, ile obrazów wykadrowanych należycie w czasie i przestrzeni przez okno wagonu... To jak pójść do kina i gapić się w popcorn.
Nie przypuszczałem tylko, że popcorn będzie miał moją twarz.
Cóż.
Jestem na miejscu.
piątek, 25 stycznia 2013
W stylu wolnym I
Oczy się kleją
i książka na bok
Uczyć się - słabo
Bo
Rzeczy zbyt szybko się dzieją
Szaleją
ludzie w nieładzie
W grudzie
błotnistym śniegu po kostki
Jakie stąd wnioski
Płyną?
Wszyscy przeminą
Za jedną czy różną przyczyną
Czyją to winą?
Moją?
Że oczy jak w słup mi stoją,
a pióro drga wartko nad kartką
Kokardką
wywiąże się dzień, nim spłynie
Mój czas ku w/w przyczynie
Oby nie!
A zresztą
co zmieni się w tej sytuacji
Wysiadam na stacji
i bilet sprzedaję żegnając się z resztą
No weź to!
Stop życiu na kredyt
Oj proszę
Od biedy to wtedy za grosze
Od kiedy to to życie prostsze
I w głowie jak w koszu noszę
Co tylko jest moje
Jak podest gdzie stoję
Podwoje
Przekroje wzdłuż-wszerz diagonalne
Projekcje astralne
Totalne
Najmniej przy tym wszystkim realne
promienie upalne
i lato dokoła
Nie słyszę z oddali
Więc w trawie się walnę
Bo mogę - bo nikt nie woła
Do czoła
przystawiam ziemię jak okład
Jest tym co dla żeglarza pokład
Ster myśli obieram
na fale nacieram
Cholera
Wiatr zmyla wiatr kusi
i każe wybierać
i dusi
Leć do mamusi!
Zapomnij
że ludzie są tacy ułomni
Bezradni
I wietrze powietrze ukradnij
Zamieszaj i spal to w saletrze
Uleci do góry jak cietrzew
Spokojnie
Powojnie
Ogrodu krajobraz się ściele
Po wojnie
z zimowym marazmem odżywa przyroda
Nie szkoda ogroda
bo w kwietnych zawodach
Startują konwalie kaczeńce
Słów więcej
By trzeba by ująć by ryby na niby
Bo w stawie pobliskim by ryby pływały
gdyby by staw nie byłby zamarzł był cały
Stąd biedne ryby-by bez głosu i życia
Z ukrycia
wychyla zieloność
Oplata mnie pnącze
Gdy ciało me w kącie ogrodu drzemiące
już łapie promienie
Już taje przyjemnie
już pragnie pazernie
i drętwi niezmiernie
I słów wiele padło.
Coś na mnie usiadło!
Błe, cóż za widziadło
tak wstrętnym się zdaje
Chwileczkę
Przystaje
wyciąga niezgrabną łapeczkę
Troszeczkę
Unosi leniwie powieczkę
I gapi się gapi
a ja - też się gapię
Gapimy się gapi-
my?
zaraz już łapię
Po brodzie się drapię
(nie, wcale nie capiej!
choć bardzo daleko do macho)
Trybiki fukroczą
Dym bucha z komina
I uszy rozkmina wygina
pomysły wciąż kroczą
Aż pociąg na stacji staje
poznaję
To myśl co kazała mi zacząć
Bo kartka wciąż pusta
i marszczę swe usta
w grymasy
-gibasy
(Na wczasy!)
Hałasy
aż uczyć się słabo
Więc buch książka na bok
a losu koleją
znów oczy się kleją.
i książka na bok
Uczyć się - słabo
Bo
Rzeczy zbyt szybko się dzieją
Szaleją
ludzie w nieładzie
W grudzie
błotnistym śniegu po kostki
Jakie stąd wnioski
Płyną?
Wszyscy przeminą
Za jedną czy różną przyczyną
Czyją to winą?
Moją?
Że oczy jak w słup mi stoją,
a pióro drga wartko nad kartką
Kokardką
wywiąże się dzień, nim spłynie
Mój czas ku w/w przyczynie
Oby nie!
A zresztą
co zmieni się w tej sytuacji
Wysiadam na stacji
i bilet sprzedaję żegnając się z resztą
No weź to!
Stop życiu na kredyt
Oj proszę
Od biedy to wtedy za grosze
Od kiedy to to życie prostsze
I w głowie jak w koszu noszę
Co tylko jest moje
Jak podest gdzie stoję
Podwoje
Przekroje wzdłuż-wszerz diagonalne
Projekcje astralne
Totalne
Najmniej przy tym wszystkim realne
promienie upalne
i lato dokoła
Nie słyszę z oddali
Więc w trawie się walnę
Bo mogę - bo nikt nie woła
Do czoła
przystawiam ziemię jak okład
Jest tym co dla żeglarza pokład
Ster myśli obieram
na fale nacieram
Cholera
Wiatr zmyla wiatr kusi
i każe wybierać
i dusi
Leć do mamusi!
Zapomnij
że ludzie są tacy ułomni
Bezradni
I wietrze powietrze ukradnij
Zamieszaj i spal to w saletrze
Uleci do góry jak cietrzew
Spokojnie
Powojnie
Ogrodu krajobraz się ściele
Po wojnie
z zimowym marazmem odżywa przyroda
Nie szkoda ogroda
bo w kwietnych zawodach
Startują konwalie kaczeńce
Słów więcej
By trzeba by ująć by ryby na niby
Bo w stawie pobliskim by ryby pływały
gdyby by staw nie byłby zamarzł był cały
Stąd biedne ryby-by bez głosu i życia
Z ukrycia
wychyla zieloność
Oplata mnie pnącze
Gdy ciało me w kącie ogrodu drzemiące
już łapie promienie
Już taje przyjemnie
już pragnie pazernie
i drętwi niezmiernie
I słów wiele padło.
Coś na mnie usiadło!
Błe, cóż za widziadło
tak wstrętnym się zdaje
Chwileczkę
Przystaje
wyciąga niezgrabną łapeczkę
Troszeczkę
Unosi leniwie powieczkę
I gapi się gapi
a ja - też się gapię
Gapimy się gapi-
my?
zaraz już łapię
Po brodzie się drapię
(nie, wcale nie capiej!
choć bardzo daleko do macho)
Trybiki fukroczą
Dym bucha z komina
I uszy rozkmina wygina
pomysły wciąż kroczą
Aż pociąg na stacji staje
poznaję
To myśl co kazała mi zacząć
Bo kartka wciąż pusta
i marszczę swe usta
w grymasy
-gibasy
(Na wczasy!)
Hałasy
aż uczyć się słabo
Więc buch książka na bok
a losu koleją
znów oczy się kleją.
niedziela, 6 stycznia 2013
... Nowego Roku
Zaskoczyło mnie mocne wejście w nowy rok.
Z czasem wszystko się jakoś poukłada, tak że trudno będzie zdać sobie sprawę, że kiedykolwiek było inaczej.
To zwykle tak działa.
Ani nam witać się ani żegnać żyjemy na archipelagach
A ta woda te słowa cóż mogą cóż mogą książę
Z.H.
poniedziałek, 24 grudnia 2012
Chwila refleksji o Świętach
Tradycyjnie - świąteczny wiersz ode mnie.
Radosnych i pogodnych Świąt wszystkim!
Radosnych i pogodnych Świąt wszystkim!
Dlaczego Narodzenie takie
Boże Święte i cudowne
Przecież rodzą się narody
ludnie na potęgę
Że wspaniały obrus biały
że choinka jak z wybiegu
Że krzątanie i sprzątanie
w domach klar w świątyniach gwar
Że karp w wannianej agonii
smętne rybie oko mruży
Bo znów w grudniu nie ma śniegu
(śnieży tylko telewizja)
Tyle wschodu i zachodu
na nic nijak no bo jak
Lecz pomimo byle-zimą
oczy czyste taje lód
Nie się mówi skamienieniu
i samotnej wyspie nie
Choć cię w dupie mam kolego
podaj dłoń i wybacz że
Nic mówiłem nie i nigdy
dziś spróbuję może tak
Co rodzina spory wszczyna
czy przyczyna – dzisiaj brak
Nagle staje się okrągły
z siankiem pod obrusem stół
Wbrew logice szczęście mnoży
opłatek dzielony w pół
Odszarzewa koloruje
swe myśli facjaty lud
I do siebie się uśmiecha
przecież to największy cud
24.12.2012 r
czwartek, 25 października 2012
Zdziwienie, tak nagle
No proszę - Parrhesist ma już ponad rok! Zastanawiam się jedynie, kiedy to zleciało...
Z tego miejsca pragnę więc podziękować artystom pióra, artystom płótna, artystom dźwięku, artystom ruchu, artystom czynu, artystom słowa, artystom myśli i wreszcie - artystom życia. Szarej masie też dziękuję, bo stanowi doprawdy wdzięczny obiekt obserwacji na nie tylko rok, ale i długie, długie lata. No.
Tym, którzy w choćby przelotny sposób* przyłączyli się do wspólnego dzieła - dziękuję!
--
* Ot na przykład przypuśćmy, że ochlapanie wodą z kałuży przez
rozpędzonego kierowcę w deszczowy dzień byłoby zaczątkiem jakiejś
interesującej egzystencjalnej tezy. Powiadają, że widok i szum płynącej wody stymuluje myślenie, stąd niektórzy tworzą pod prysznicem - o ileż bardziej ożywcza dla akuratnie śpiących myśli byłaby zatem taka kałuża!
piątek, 19 października 2012
Właściwy sposób
Czytanie instrukcji obsługi urządzenia nie jest równoznaczne z jego używaniem.
Pewien człowiek zapragnął dowiedzieć się, jak żyć we właściwy sposób. Porzucił swe dotychczasowe zajęcia, by zagłębiać się w treść dzieł starożytnych filozofów, wielkich autorytetów i klasyków ludzkości.
Wnikliwie studiując, czuł, że zbliża się do wspaniałego odkrycia; jednak nawet po wielu, wielu latach badań nie osiągnął upragnionego celu. Postanowił zatem odłożyć na bok książki i przeanalizować zdobytą wiedzę - to przez stawianie hipotez, tu znów dzięki rozważaniu twierdzeń i życiorysów słynnych mistrzów.
Prawda, której poszukiwał, zdawała się nieustannie oddalać, będąc jednak raptem o krok przed nim - czegoś niestety brakowało!
Mijały kolejne lata i niestrudzony dotąd badacz tracił powoli wiarę w sukces. Jego znużenie przeradzało się z biegiem czasu w rozgoryczenie, zrezygnowanie, wreszcie poczucie bezcelowości tego, czemu się poświęcił. Myślami zaś odbiegał coraz bardziej od tego, czym się trudnił; coraz częściej natomiast zwracał się w przeciwnym kierunku - ku śmierci...
Pewnego popołudnia, u kresu sił witalnych, człowiek spacerował cmentarną alejką, rozpamiętując fenomen następującej po życiu pustki.
Nagle, spośród równych rzędów marmurowych grobowców, jego uwagę przykuł niewielki, niezbyt równo ociosany kamień nagrobny. Przeczytał wyrytą na nim sentencję - i natychmiast, jakby wracając z wielkiej odległości, zdał sobie sprawę, że z n a l a z ł to, czego poszukiwał.
Na głazie napisano:
"Człowieku, co ty tu jeszcze robisz?
Nie zajmuj się nieobecnymi, lecz żyj i rób swoje, do cholery!
W gruncie rzeczy, to najlepsze, czym możesz się zająć."
Subskrybuj:
Posty (Atom)